przejd do menu

Felicjan Andrzejczak


news

Recenzja w musicnews.pl - 2010-04-02
zdjecie więcej

Pod koniec ubiegłego roku na polski rynek muzyczny powrócił po trzyletniej przerwie, niezapomniany wokalista Budki Suflera, Felicjan Andrzejczak. Jednak najnowszym albumem udowodnił dwie rzeczy. Po pierwsze – już dawno rozstał się z zespołem, dzięki któremu usłyszała o nim cała Polska, po drugie wśród przyjaciół znany bardziej jako „Felek”- przygotował najlepszy w karierze solowy album. Nie wiem czy to zasługa wszędobylskiego Mietka Jureckiego czy ciągle będącego w świetnej pisarskiej formie Andrzeja Kuryło, w każdym razie aż duma rozpiera, że wśród wszechobecnej muzycznej papki, są artyści, którzy trzymają poziom i nie poddają się panującym muzycznym modom.

I ten brak bycia „trendy” to dla niektórych może być mankament tego krążka. Dla mnie jednak od razu jest jasne, że materiał nie jest dla licealistów, lecz dla starych fanów artysty a także tych, który cenią w muzyce ten stricte rockowy pazur, perfekcyjny głos i świetne, melodyjne kompozycje. Songi utrzymane w stylistyce lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zaaranżowane bez przepychu, specjalnego rozmachu a po prostu tak jak tego oczekiwał od swoich współpracowników sam artysta. Metamorfozy niech przechodzi Britney Spears.

Dzięki temu otrzymaliśmy zestaw jedenastu naprawdę udanych kompozycji z których co najmniej połowa, spokojnie zaistnieje na antenach rozgłośni- ale tych niekomercyjnych, tych, którym zależy by grać dobre polskie piosenki, nie zachodni szajs wyprodukowany przez Timbalanda (w siedemdziesięciu procentach).

Utwór tytułowy, „Kto kocha cię”, „Dlaczego jesteś sama”, „W górę serca” z lekko archaiczną perkusją za to ze świetnie brzmiącą gitarą, „Grasz na czas” i bardzo pachnący Budką Suflera „Przyjazdy, odjazdy” i może „Życzę ci szczęścia” to moje ewidentne faworyty, które bez cienia wątpliwości, polecam.

Wymieniłem jedenaście nagrań bo na płycie albo nie powinien się w ogóle znaleźć albo powinien być oddzielony jako bonus, numer „Naprzód orły”, który absolutnie nie pasuje mi ani koncepcyjnie ani też muzycznie, do całości.

Podsumowując, były wokalista Budki Suflera daje wciąż radę i mam wrażenie, że by wrócić w pełni do świadomości odbiorcy, winien wyruszyć w pełnowymiarową trasę koncertową. Wszak sezon plenerowych koncertów właśnie się zbliża i od sukcesu dzieli go przysłowiowy ... krok. Widząc Andrzejczaka ostatnio w świetnej formie u boku starych kolegów w Sali Kongresowej, jestem tego pewien.


Adam Dobrzyński

« powrót

najnowsza płyta

zdjecie
tlo